W Witrynach Odbicia (WWO) - Pewnego dnia
Pewnego dnia spotkałem po latach koleżkę, co kiedys miał mistrzowską Czeszkę
na wakacjach. Pamietam go też jeszcze w innych sytuacjach, ale... Pewnego dnia
na Śródmieściu stałem, na coś czekałem, spotkałem go, a on mi mówi - Śiemanko,
bracie, dziwnie się zrobiło raczej, w rzeczywistości naszej, czy to nie miało
być inaczej? Przypomnij sobie tamte dni, nawet w zimie było jakoś wiecej
słońca, każdy problem z założenia dało się rozwiazać. Z dnia na dzień i tak
bez końca, a teraz... jedenastolatki handlujace honoratą ich klienci za to
sadzą kosy swoim braciom. Co się stało z Kasią? Pamiętasz, zawsze była
wspólna, teraz robi hot dogi u turka z Hamburga. Nie w gastronomii. Przypomnij
sobie z podwórka najlepsze nogi, ta maniurka dziś ma sztuczne cycki i tańczy
na rurkach. A Ziomuś, to był dobry wariat, pamiętasz, 0-800 bezpłatny numer
konfidenta wciąż siedzi w puszce, które to już Święta? Mama Heńka
wniebowzięta, że ten robi w papierniku, że uczciwą ma pracę, nie na ławce przy
śmietniku, ale on ma w pamięci ile przejebał kwitu i gdzie by dzisiaj mógł
być... Bez kitu. Bez liku marzeń, bracie, ha...? Pamietasz jak oni mówili, że
pewnego dnia... - i wtedy ja zapytałem przerywając - Że tak powiem, lata
mijają, ludzie sie zmieniają, a co Ty robisz? Za bardzo nie wnikając. - A on
mi na to - Bracie, ożeniłem się bogato, rozumiesz, jej ojciec ma fabrykę pod
Poznaniem, grubsza afera, kurwa mówię Ci... - i byłem dumny, że ja sam, że
WWO, że ZIP Skład, że z nimi rade dam, że pewnego dnia...
Spotkałem koleżkę pewnego dnia, krótka wymiana zdań, pytał czy se radze.
Raczej, mam to na uwadze. A on mówi, że pracuje w firmie o uznanej marce,
handel autem. Mówi, że ciężka praca nie jest dla niego garbem, tylko go
rozwija. Światopogląd jak żmija, łapie dusi człowieka, czas ucieka, czas mija.
On opiekuje sie swym skarbem, wiesz wiją swoje gniazdko. Budowana willa... -
Chwila, całe życie harujesz, umrzesz, nie spróbujesz - pytam go. - E, tam -
dla niego to nie to. Mówie - pieniądzem omamiony nie będziesz wolny. Tak
naprawdę pewnego dnia każdy z nas musi odkryć w sobie tę prawdę. Chwila,
zawieszenie wzroku na garniaku Jean Paul Gaultier. Pewnie chcesz wiedzieć, co
na obiad je, e? Bo ja nie. Ojca miał majora UB, więc jest ustawiony. Gdzie
granice pomiędzy umiarem, a przesadą. Niech inni mu zazdroszczą, niech inni mu
jadą. My nie. Komu się należy, oddaję hołd ZIP. Nie sia-la-la, każdy z nas
wierzy że pewnego dnia, wszystko dobrze sie ułoży. Nie w sensie hajsu, vip
loży. Nasza siła, talent i dar Boży w lepsze życie się przełoży. Tak, że
pewnego dnia możesz to być Ty, mogę to być ja...
- language
polish- album
- We własnej osobie
- viewed
- 1260 times
- correction